przez XY (0 komentarzy)

"Dziennikarz" TC znowu "odleciał"

Od dawna nie czytuję Tygodnika Ciechanowskiego i to z jednej podstawowej przyczyny. Nie mam nic do sprzedania, a i większych zakupów też nie planuję.Owszem oprócz części ogłoszeniowo-reklamowej trafiają się tam jakieś artykuły, ale rzadko zdarzało się by mnie zaciekawiły, a jeszcze rzadziej bym, po ich przeczytaniu, czuł się doinformowany.Zawsze czułem niedosyt. Tygodnik jednak się sprzedaje, więc pewnie oprócz ogłoszeniodawców są też jacyś czytelnicy. W sumie dobrze, bo dzięki temu kilka, czy kilkanaście osób w Ciechanowie ma pracę. Ja, widocznie nie znalazłem się w tym, co nowomowa marketingowców określa mianem targetu i zrezygnowałem. Mój wybór. Chyba zbytnio nic nie tracę, bo nawet, jeśli trafi się jakaś perełka, to i tak prędzej czy później jakiś złośliwiec podrzuci kopię artykułu, by z szyderczym uśmieszkiem poprosić o komentarz.

Tak było i tym razem. Z opóźnieniem, ale jednak dostałem kopię opublikowanego 10 grudnia artykułu pod znamiennym tytułem: ”Dziwacznie, ale zgodnie z przepisami”.Autor, KK, z właściwą sobie przenikliwością, opisuje problem z postojem taksówek na ulicy 17 stycznia, przy placu Jana Pawła II. Starym zwyczajem unika otwartego wyrażenia własnych poglądów, a kontrowersyjne konkluzje, jeśli jakieś są, to umieszcza w czyichś ustach. Tym razem trafiło na taksówkarza.

Ogólny wydźwięk artykułu nie pozostawia jednak złudzeń - według czołowego pióra Tygodnika Ciechanowskiego działania zgodne z prawem, działania na rzecz przestrzegania prawa są „dziwaczne”. Cóż, każdy może mieć swoje zdanie. Są nawet tacy, którzy uważają, że przepisy ruchu drogowego są niepotrzebne, bo przecież dawno, dawno temu ich nie było. Po ulicach jeździły furmanki, a woźnice rozstrzygali konflikty batami lub kłonicami. Niemniej jednak nie mieszkamy na zabitej dechami wsi po Płońskiem, lecz w mieście średniej wielkości. No i moim skromnym zdaniem prawo jest po to by je przestrzegać.

Jako jeden z (jak to określił KK) bliżej nieznanych ciechanowskich "dziennikarzy” czuję się w obowiązku wyjaśnić gdzie leży problem.

W ramach ostatniej reformy administracyjnej nasi samorządowcy wpadli na pomysł by zrzec się praw powiatu grodzkiego.Jednym z efektów tej wiekopomnej decyzji jest to, że drogi na terenie miasta mają różnych gospodarzy.Mamy drogi krajowe, wojewódzkie, powiatowe i gminne. Każda ma kategoria ma innego gospodarza, a nasz miejski samorząd i urząd miasta odpowiadają jedynie za drogi gminne. Jaki ma to wpływ na rozwój i zarządzanie miastem wie chyba każdy mieszkaniec. Jest to przecież sytuacja jak ze starego przysłowia: „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Konia z rzędem temu, kto wie, jaki status mają poszczególne miejskie ulice. Przykładem absurdów jest to, że status drogi krajowej mają: ślepy kawałek ulicy przy zbiegu Orylskiej i 11 pułku ułanów legionowych, brukówka wzdłuż Pułtuskiej (naprzeciw Hali Pułtuskiej), uliczka przy Domu Rzemiosła, czy znajdująca się naprzeciw starostwa ulica (równoległa do ul. 17 stycznia).Dla zarządcy drogi krajowej są one jak wrzód na pewnej części ciała, ale dla mieszkańców miasta są ważne.Idealnym przykładem jest tu skrzyżowanie ulic Wodnej i 17 stycznia.To samo, na którym dziennikarz Tygodnika Ciechanowskiego dostrzegł, że na skutek naszej interwencji powstała „dziwaczność”, a przedtem tak fajnie było, być może niezgodnie z przepisami, ale zgodnie ze „zdrowym rozsądkiem”.

Cóż, osobiście jestem przeciwnego zdania. Staram się w życiu kierować rozumem, a i poczucie zdrowego rozsądku nie jest mi obce. Niemniej jednak „zdrowy rozsądek” w wydaniu TC nie ma nic wspólnego ani ze zdrowiem, ani z rozsądkiem. Na tym skrzyżowaniu dziwacznie było, jest i pewnie jakiś czas jeszcze będzie. Tylko nikt nie zwracał na to uwagi. Ani zarządca drogi, ani urzędnicy wyjeżdżający z Ratusza, ani urzędnicy idący w stronę Warszawskiej. Nikt. Nawet dziennikarze z TC, a przecież skrzyżowanie to leży na dobrze im znanej trasie między redakcją a ratuszem.

Podstawowym problemem jest konieczność zapewnienia dojazdu ciężkiego transportu do browaru. Jest jak wyjechać, ale z wjazdem, to jest duży problem. Jedynym rozwiązaniem było umożliwienie, by te pojazdy (ciężkie!) mogły zjeżdżać z Pułtuskiej w „dolną” 17 stycznia. Z tego powodu uliczka została podzielona wysepką z odpowiednimi znakami.Czy było to dobrze zrobione – mam wątpliwości. Gdyby nie postój taksówek, to jakoś by te pojazdy wjeżdżały, ale ustawione w kolejce taksówki skutecznie blokowały wjazd i niezbyt to było bezpieczne jak duża ciężarówka z przyczepą blokowała skrzyżowanie, a ustawione w kolejce taksówki wycofywały się by umożliwić przejazd. Pewnie to było rozsądne rozwiązanie. Bardzo „zdroworozsądkowe” i jakże bezpieczne.

Warto by w tym miejscu wspomnieć, że znaki, które miały być widoczne dla pojazdów zjeżdżających z Pułtuskiej były ustawione pod takim kątem, że na przykład znak C-9 wskazywał by z ulicy Wodnej zamiast na główną drogę skręcać w tę „dolną”. Całe szczęście, że ciechanowscy kierowcy zachowują „zdrowy rozsądek”, jeżdżą na pamięć i zbytnio nie przejmują się znakami. Kolejnym ciekawym elementem był fakt, że ustawione pod prąd taksówki włączając się do ruchu zawracały na przejściu dla pieszych. Na tym samym przejściu często była zaparkowana jakaś taksówka, a po drugiej stronie jezdni kolejny samochód. Pewnie był to kolejny element „zdroworozsądkowy”, ale kto by się tam przejmował pieszymi. No i jeszcze jedno – pasów na tym przejściu od bardzo dawna nikt nie malował.

Co zostało zmienione po naszej interwencji, a właściwie szeregu rozmów, w tym z taksówkarzami, przedstawicielami GDDKiA, policji i jeszcze paru innych instytucji. Przede wszystkim przywrócono organizację ruchu, jaka była zatwierdzona dla tego skrzyżowania. Poprawiono znaki drogowe, po raz pierwszy od wielu lat wymalowano pasy dla pieszych. Wymuszono ustawienie taksówek, zgodnie z przepisami i wymogami organizacji ruchu.

Pojawia się jednak pytanie, czy podjęte działania są wystarczające? Czy taką organizację ruchu należy utrzymać? Zdecydowanie uważamy, że tak być nie powinno. Jest to paskudna prowizorka, nie zapewniająca bezpieczeństwa ani kierowcom, ani pieszym. Dużo się poprawiło, ale sporo można jeszcze zrobić.

Przede wszystkim nie jest to miejsce na postój taksówek. Nie powinny one tam stać. Niezależnie w którą stronę jest obrócony „ogonek”, to i tak taksówki blokują dojazd ciężarówek do browaru i bynajmniej nie jest to wina taksówkarzy, lecz organizacji ruchu.

Pozostawienie w tym miejscu postoju jest prowizorką związaną z przebudową placu JPII. Od samego początku planowano organizację postoju na placu, od strony ulicy Wodnej. Gdyby KK zamiast wysłuchiwać skarg, jak to jest źle zapytał się jak problem powinien być rozwiązany, to dostałby od taksówkarzy zatwierdzony projekt organizacji ruchu z 2007 roku, gdzie jest pokazane, że obecny postój jest rozwiązaniem tymczasowym. Docelowy miał być wzdłuż placu JPII.

Również GDDKiA takie rozwiązanie uważała za zasadne. We wrześniu 2011 roku występowała o uregulowanie tej sprawy: „/Zaistniała niepowtarzalna okazja przeniesienia postoju taksówek z dolnego odcinka ul. 17 stycznia (skąd wyjeżdżają „pod prąd”) *na Plac JP II, gdzie można wyznaczyć nowy postój z parkowaniem równoległym*/”.Sprawa była wtedy uzgodniona z miejskimi władzami: „zasięgnięta w U.M. Wydz. Inwestycji opinia n/t przeniesienia postoju taksówek jest pozytywna”.Niestety kolejne lata mijają, a w sprawie nic nie drgnęło.Lepiej było pod publiczkę otworzyć kawałek placu do parkowania samochodów (nadchodzą wybory!), niż problem parkowania rozwiązać bardziej systemowo. Wystarczyłoby przenieść postój taksówek w nowe miejsce, a na „dolnej” 17 stycznia zmienić organizację ruchu i z lewej jej strony zorganizować ogólnodostępny parking dla samochodów osobowych „pod skosem”.Przybyłoby ze 20 miejsc parkingowych? Można by również wyjaśnić sprawę rezerwacji odcinka ulicy Kilińskiego dla pojazdów pracowników Urzędu Miasta. W trybie informacji publicznej władze miejskie wyjaśniają, że takowej „rezerwacji” nie ma, a znaki przecież stoją.

Podsumowując póki, co taksówkarze są wściekli, kierowcy dojeżdżający do browaru też. Piesi nadal są zagrożeni. Ale za to zadowleni są urzędnicy. A my? My, dalej temat drążymy, bo w przeciwieństwie do zasłużonego dziennikarza TC staramy się dojść do prawdy. W końcu taki obowiązek nakłada prawo prasowe, które jeszcze coś mówi o rzetelności. Jednak, cóż my o tym możemy wiedzieć? Aspirujemy wszak tylko do zaszczytnego miana „dziennikarzy”, nadawanego wedle własnego uznania, przez doświadczonych życiem "redachtoruf" najmądrzejszej w powiecie gazety wychodzącej drukiem.

Z KK bezpośredniej dyskusji też raczej nie przewidujemy. Sprowadziłby nas do swojego poziomu ... a potem i tak pokonał doświadczeniem.

Wróć

Komentarze

Dodaj komentarz

Prosimy obliczyć 4 plus 8.
Ktoś niespełna rozumu (czyt. urzędnik z Brukseli) wykombinował, że skoro on jest durny, to inni ludzie też, i muszę każdego odwiedzającego poinformować, że każda przeglądarka używa ciasteczek, a jeśli zostawisz swój email w formularzu komentarza, to strona go zapisze. Ależ to niebywałe. Normalnie szok...

A wiesz, że jak napiszesz coś w komentarzu, to zostanie to opublikowane? No i pojawi się jako komentarz! No to Cię pewnie zaskoczyło. Dobrze, że takich mądrych urzędników mamy, bo bez tej informacji wcale byś o tym nie wiedział. Podobnie jak o tym, że jeśli zaznaczysz chęć informowania o nowych wpisach, to adres e-mail zostanie zapisany i dostaniesz na niego... informację o nowych wpisach. Zaskoczony?

Zainteresować Cię może jeszcze to:

przez RR

Ciechanowskie atrakcje

Atrakcje dla turystów, których w mieście... brak

+